Witam wszystkich czytających mnie! :) Znów nie zostawiłam żadnej notki, bo mnie nie było w weekendzik :) I w środę znów wyjeżdżam, ale tylko na kilka dni. Mam nadzieję, że dni dzieki temu jeszcze szybciej zlecą. Bo im szybciej tym lepiej :) Dziś będę kontynuowała poprzedni temacik, czyli WSPOMNIENIA. Zazwyczaj nie wspominam, chyba że przelotnie i bardzo krótko. Nie obchodzi mnie to, co już się zdarzyło. Me myśli zajmuje to, co jest lub ewentualnie, to co dopiero nadejdzie. Nie lubię wspomnień z 2 powodów. Po pierwsze: jesli są złe, to po co je wspominac i się dołowac niepotrzebnie??? Po drugie: jeśli są dobre, to już się nie powtórzą, więc po co się dołować ? ;)) No, ale ostatnio złapałam sie na tym, że dość często wspominam. Nie wiem, czy to dobry znak :)) Z jednej strony pojawiają się wspomnienia z NIM :)))) Od samych naszych początków, piękne, słodkie, nieśmiałe... :)) Aż do tegorocznych wakacji... Napawam się tymi wspomnieniami i nie mogę znieść myśli, że teraz moge życ tylko nimi, że muszę CZEKAĆ, aż wszystko znów wróci do normy. Kiedy nie będe musiałą żyć wspomnieniami, ale chwilą obecną i wspólnymi marzeniami. A z drugiej strony inne wspomnienia wdzierają mi się do głowy... Moi znajomi.. wspólne imprezy... wyjścia do kina.. :))) .. spotkania.. ich głupiutkie i mądre gadki.. Jakby to wszystko działo się wczoraj... a nie działo się przecież wczoraj. Przez 2 lata moje życie przekręcilo się o 180 stopni. Sama nie wiem, jak to szybko zleciało i jeszcze szybciej się pozmieniało.. teraz własnie wspominając żałuję trochę, że tak mało czasu z nimi spędziłam, że to sie nagle urwało.. i w ogóle.. Nieraz jak slyszę "Autobiografię" Perfectu czuję jakiś dziwny skurcz, jakieś uczucia niewytłumaczalne... po prostu coś dziwnego. Ta piosenka na zawsze będzie mi przypominać ten pierwszy rok, kiedy zasmakowałam prawdziwego życia.. Kiedy po raz pierwszy naprawdę czułam się szczęśliwa. To była rozpierająca radość, która nie trwała krótko, ale była właśnie długotrwała. Coś nieprawdopodobnego? Może... a jednak :))) Nie mogę jednak narzekać. Po wielkich zmianiach, jakie nastąpiły w moim życiu po pojawieniu się JEGO przyniosły mi jeszcze większe szczęście i mogłam posmakować jeszcze cudowniejszych rzeczy... To był powód, dla ktorego nie żałowałam, że ICH odtrąciłam. Ale teraz zaczynam dostrzegać swój bląd... Nie wiem jednak czy postąpiłabym inaczej, gdyby ktoś cofnął czas... Chyba nie potrafię wyciągać wniosków z przeszłości.. :)) A przecież to trzeba wyciągac ze wszystkich wspomnień! Och, ja i moja zamotana dusza... ;))) Miłej reszty dnia życzę drogim Blogowiczom!
PS Ależ jagodzikowy kolorek mi wyszedł! Mniam! :)))

